Jubileuszowa 10. edycja Powiatowego Dyktanda o tytuł Mistrza Ortografii 2026 przeszła do historii jako jedna z bardziej wymagających i… najbardziej emocjonujących. 9 czerwca 2026 roku Szkoła Podstawowa im. Wł. St. Reymonta w Kłodzku gościła 57 uczniów z 9 gmin powiatu kłodzkiego, którzy pod Honorowym Patronatem Wójta Gminy Kłodzko Zbigniewa Tura podjęli wyzwanie rzucone przez Bibliotekę Publiczną Gminy Kłodzko – organizatora wydarzenia.
W sali panowało skupienie, choć niespodziewana wizyta ważki żagnicy wprowadziła chwilowy chaos. Woźna – bohaterka tekstu i wydarzenia – przywróciła porządek jednym machnięciem packi, a uczniowie wrócili do walki z ortografią.
Tegoroczne dyktando było najłatwiejsze w porównaniu do poprzednich edycji, ale nikt nie napisał go bezbłędnie. Nawet czterech głównych laureatów popełniło po kilkanaście błędów, a jeden z nich aż 20. To jednak tylko podkreśliło rangę konkursu – tytuł Mistrza Ortografii 2026 zdobyli ci, którzy najlepiej poradzili sobie z prawdziwym miszmaszem językowych pułapek.
Są to:
- Julia Warmińska z Zespołu Szkół Alternatywnych w Kłodzku
- Ksawery Kozłowski z Zespołu Szkół Alternatywnych w Kłodzku
- Kinga Krupnik ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Kłodzku
- wyróżnienie - Piotr Chmielowiec z Zespołu Szkół Alternatywnych w Kłodzku
Statuetki, dyplomy i nagrody wręczali: w imieniu Wójta Gminy Kłodzko – sekretarz gminy Magdalena Tondytko, wicedyrektorka Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w KłodzkuKlaudia Lutosławska-Nowak, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Wł. St. Reymonta w Kłodzku Krzysztof Szkudlarek, dyrektorka Biblioteki Publicznej Gminy Kłodzko z/s w Ołdrzychowicach Kłodzkich Mariola Huzar.
Gdy komisja zebrała prace, a burzowe chmury zaczęły zbierać się nad szkołą, uczestnicy wybiegli na boisko. Śmiech, okrzyki i atmosfera ulgi wypełniły przestrzeń. Nawet szkolny chojrak Heniek – bohater dyktanda – miałby tu czego się nauczyć: pokory wobec języka i dumy z podjęcia wyzwania.
Dziesiąta edycja dyktanda pokazała, że ortografia wciąż potrafi rozpalać emocje, a młodzi mieszkańcy powiatu kłodzkiego mają w sobie ducha rywalizacji i ogromny szacunek do polszczyzny.
Oto cały tekst dyktanda:
Historia o tym, jak ortografia z marzeniami o wakacjach przegrała
Pod koniec maja w Pszczynie panował niebywały harmider. Uczniowie jednej z renomowanych szkół przygotowywali się do konkursu ortograficznego, choć niemało z nich myślami było już na wakacyjnych szlakach prowadzących ku Bałtykowi, Tatrom czy mazurskim jeziorom. W przyszkolnym ogrodzie zakwitły już jasnobłękitne hortensje, a zza zmurszałego płotu wychylały się różowe, okrąglutkie główki peonii i podłużne kwiatostany hyzopu. Nad pobliską rzeczką kukały gżegżółki, świergotały jaskółki, szybujące wzwyż ku błękitnemu niebu, a rześkie jerzyki krążyły nad rozlewiskiem pełnym rzekotek, którym z niemałą dozą ciekawości przyglądała się maleńka pójdźka.
Tymczasem Heniek, znany szkolny chojrak, przechadzał się chyżo po korytarzu, przechwalając się, że wygra konkurs bez najmniejszego trudu. Co chwilę robił sobie selfie z kolegami, a potem publikował fotografie w sieci, opatrując je dziwacznymi podpisami w rodzaju: „Ortograficzny challenge? To dla mnie błahostka!”. Niektórzy koledzy uważali jednak, że są to jedynie mrzonki i przejaw przesadnej buty.
Z nagła zerwał się huragan. Drzwi do sali numer siedem trzasnęły z hukiem, omalże przewracając stojący obok wiekowy, hebanowy globus. Przerażona woźna wybiegła chybcikiem na korytarz, obawiając się, że ktoś mógł zaprószyć ogień w starej, drewnianej szafce pełnej pożółkłych dokumentów. Na szczęście alarm okazał się fałszywy.
Kiedy rozpoczęło się dyktando, uczestnicy pochylili się nad kartkami. Nasamprzód słychać było tylko zgrzytanie piór. Przez uchylone okno ni stąd ni zowąd wpadła ważka żagnica, wprowadzając chwilowe zamieszanie. Sytuację uratowała taż sama woźna, przeganiając ją packą i przywracając piszącym żakom spokój oraz potrzebne skupienie. Tekst okazał się prawdziwym miszmaszem ortograficznych pułapek. Pojawiły się w nim nie tylko trudne wyrazy, lecz także arcyhumorystyczny opis wojaży po Hiszpanii i Chorwacji. Nawet najbardziej chimeryczny nauczyciel języka polskiego przyznał później, że niektóre zdania były wyjątkowo podchwytliwe, na przykład to o pasożytniczym nużeńcu zasiedlającym ludzkie rzęsy.
Po zakończeniu konkursu uczniowie wybiegli na boisko. Choć pogoda była nienajlepsza i nadciągały ciężkie, burzowe chmury, nikt nie chciał wracać do domu. Ktoś krzyknął chwacko: „Hulaj dusza, piekła nie ma!”, a pozostali wybuchnęli śmiechem. Nawet huncwot Heniek, który zwykle udawał nieustraszonego, tym razem nie zhardział wobec uwag komisji i ze spuszczoną głową przyjął hiobowe wieści o kilku błędach. Mimo to wszyscy zgodnie uznali, że kończąca się wiosna przyniosła im mnóstwo niezapomnianych chwil i obudziła marzenia o nadchodzącej kanikule.
Tekst pisanego przed chwilą dyktanda odszedł w zapomnienie i ulotnił się z umysłów rozhasanych uczniaków z prędkością światła. Wszak wkrótce wakacje!
Autorki: Justyna Mania i Elżbieta Myślińska – polonistki Szkoły Reymonta w Kłodzku
![]()









.jpg)





